Bariera (Krótkie opowiadanie)

     Świat, w którym ziemia została podzielona wielką przezroczystą barierą na pół, oddzielając od siebie ludzkość oraz demony powstał, kiedy w piekle zabrakło miejsca dla strapionych dusz. Z początku błąkały się one po ziemi niezauważone przez nikogo, jednak rosnące poczucie pustki zamieniało się w nienawiść tak silną, że zaczęły powstawać z nich demony. Demony żądne krwi i darzące ludzi pogardą. Kiedy sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli — ludzkość zjednoczyła swoich wojowników, którzy zepchnęli złe siły na jedną część świata oraz magów, którzy utworzyli tę właśnie ścianę. Od wydarzenia zwanego białą wojną minęło niespełna pięćdziesiąt lat. Wtedy stało się coś nadzwyczaj dziwnego — bardzo nieliczne demony zaczynały przejawiać obecność ludzkich cech lub emocji. Te jednak były przez resztę swoich pobratymców traktowani tak jak ludzie i zabijani z wielką radością przez oprawców.

     Wtedy to najpotężniejszy i najbardziej szanowany wśród mieszkańców mroku został ojcem. Słowo, które malec wypowiedział przy narodzinach, brzmiało „Mitleid” i tak właśnie został nazwany, mimo że nikt nie wiedział, czy ma to jakieś znaczenie, czy może po prostu dziecko wydukało losowe sylaby, a może Ubel, jego ojciec, sam sobie całą tę historię wymyślił. Było widać w nim wielki potencjał oraz siłę zakodowaną w rodzinnych genach na następcę tytułu najpotężniejszego. Pierwsze lata chłopca tylko utwierdzały innych w tym przekonaniu. Doskonale polował już od najmłodszych lat na ludzi oraz wygrywał wszystkie bójki z rówieśnikami. Pewnego dnia, kiedy odnalazł granicę światów, stanął przed nią i zaczął się wpatrywać, w co parę godzin przechodzącą straż rycerską, która wlepiała w niego spojrzenie z obrzydzeniem. Raz na jakiś czas jakieś bawiące się dzieci podbiegały pochłonięte zabawą wystarczająco blisko, aby mógł je obserwować, ale kiedy tylko spostrzegły Mitleid’a uciekały przerażone. Z dniem na dzień coraz mniej czasu poświęcał na typowe zajęcia demonów a coraz więcej na obserwację. Był strasznie ciekawy, co zobaczy następnym razem tak bardzo, że z gapiącego się z żądzą krwi w oczach przez ścianę małego demona zamienił się w takiego, który próbował zrozumieć. Ojciec oczywiście nie był dumny, a znajomi się odwrócili. Jednak demon zyskał koleżankę… za ścianą. Ludzką dziewczynę.

     Miał dziesięć lat, kiedy po raz pierwszy ją zobaczył. Postać demona ludziom żyjącym daleko od ściany wydawała się wizualnie straszliwie obca od tej realnej. Nie był czerwony, nie miał wielkich szponów ani nie był wielki — nie pasował do wyobrażeń przeciętnego zjadacza chleba z dala od ściany. Demony wyglądały tak jak ludzie, bo to od nich powstali; we włosach, zazwyczaj czarnych, miały bardzo małe rogi, które przypominały wielkością i kształtem kocie uszy, źrenice miały ciemniejsze od pustki, skórę bladą jak mąka oraz ogon zakończony strzałką. Wtedy dziewczyna żyjąca w mieście, nieopodal której ściany ojciec był rycerzem, dowiedziała się o tym, jak wyglądają opuszczone dusze spostrzegając Mitleid’a i była zachwycona. Jej proces przyglądania się chłopcu wyglądał jak opętanie i tak pewnie by pomyślał człowiek patrzący na to z bliska, jednak w okolicy była tylko ta dwójka dzieciaków. Dziewczyna o włosach pięknych i jasnych jak słońce opadających na jej delikatne, dziecięce ramiona, usiadła metr od ściany, za którą znajdował się odwrócony chłopczyk z włosami ciemnymi jak pustka, samotność i nienawiść przekształconymi na kolor. Zerwał się na równe nogi odwracając się w jej stronę, kiedy zapukała trochę niepewnie w ścianę przypominającą centymetrową warstwę szkła. Tamtego dnia uciekł. Nie bał się oczywiście człowieka i to w dodatku dziecka. Jej zachowanie wydało się tak bardzo niezrozumiałe oraz było tak inne od tego, do czego przywykł, że nie wiedział co zrobić więc tak, uciekł.

     Przez następne dni nie przychodził w swoje ulubione miejsce. Żałował swojego, jak uważał, tchórzliwego zachowania i bał się znów tam zjawić. Coś go w końcu jednak podkusiło, coś go tknęło w środku i ostatniego dnia tygodnia pobiegł nagle, tak jak stał. Była tam, siedziała oparta o granicę i chyba czekała na niego. Podszedł najspokojniej na tyle na ile pozwalały mu jego umiejętności gry aktorskiej i tym razem to on wystraszył dziewczynę puknięciem w barierę. Ona jednak nie uciekła. Wzięła głęboki oddech i podniosła z ziemi kartkę papieru przykładając ją do muru ich oddzielającego. Mitleid przykleił swoje spojrzenie do obrazka a emocje, które odczuł, były dość ambiwalentne. Z jednej strony czuł się strasznie nieswojo, patrząc na niego — z drugiej było mu niewyobrażalnie miło. Na kartce znajdowała się narysowana precyzyjnymi pociągnięciami, jak na małą dziewczynkę, jego postać, którą nie raz widział w odbiciu kałuży krwi. Wyciągnęła z kieszeni mały węgielek i zaczęła gładzić nim, ścianę tworząc znaki.
— Podoba ci się? — szepnęła pod nosem czytając to, co napisała jednak wiedziała, że on nie usłyszy. Nie wiedziała jednak, że nie zrozumie też ani słowa. Język ludzki był dla niego jedynie zbitką niezrozumiałych i bezsensownych rysunków. Chłopiec usiadł przed ścianą i dotknął jej swoim ogonem, który zostawiał za każdym swoim pociągnięciem delikatnie świecące się purpurowo linie, które pod koniec jego ciężkiej pracy zamieniły się w rysunek jego nowej i jedynej ludzkiej koleżanki.

     Wtedy zaczęli rysować. Z każdym kolejnym rysunkiem Mitled chciał coraz bardziej móc porozmawiać ze swoją przyjaciółką, jednak nie umiał i nie mógł. Z jednej strony nadal musiał brać udział w polowaniach na ludzi, jednak z czasem zaczął udawać, że nie widzi ich, nawet kiedy stali idealnie przed nim. Pomagał im się ukrywać jednak były momenty, w których musiał zrobić to, co należało do syna demona. Czuł coś nowego. Zaczął czuć coraz więcej emocji, a to go niepokoiło. Z dnia na dzień coraz bardziej rozumiał, czym jest współczucie, zaczynał budzić w sobie niezliczone pokłady wrażliwości. Wiedział, że musi to ukrywać przed wszystkimi — tylko nie przed nią. Jednego ze słonecznych dni letnich blond włosa, już jedenastoletnia dziewczynka wpadła na genialny pomysł. Do rysunków zaczęła załączać ich zapis, a z czasem pokazywała nawet, jak porusza ustami podczas ich wymowy. Mitleid szybko podłapał, o co jej chodziło i zaczął się uczyć niewyobrażalnie szybko. Powodem tego mógł być jego talent do nauki a może po prostu demony nadal miały w sobie wspomnienia ludzi, którymi byli przed śmiercią i było to jedynie odświeżenie sobie informacji?

     Mijały kolejne lata. Myśli chłopca momentami gubiły się jakoś pomiędzy brutalnym językiem kreatur z jego strony a językiem emocji, ludzkim. Zainteresowało go najbardziej słowo „sztuka”. Kiedy miał już szesnaście lat dziewczyna zaczęła mu zapisywać na tablicy różne wiersze, pokazywać małe, domowe dzieła sztuki, które udało się jej wynieść ze swojego miasta. Z początku patrzył na to wszystko jak na zbitkę słów lub zwykłe przedmioty bez wartości. Wartością okazały się emocje, które z czasem u niego były coraz mocniejsze. Zrozumiał czym jest sztuka, kiedy po raz pierwszy czytając wiersz rozpłakał się ludzkimi łzami. Nie wiedział co się z nim dzieje. Potrzebował wtedy paru dni przerwy, aby ochłonąć. Ukrywanie swoich uczuć było coraz trudniejsze w towarzystwie kolegów czy rodziny. Nie raz był wyśmiewany, nie raz poniżany z tego powodu. Wytchnienie dawały mu rozmowy z dziewczyną z drugiego świata.

     Po demonicznej stronie wszystko było stałe, jeśli chodzi o warunki pogodowe. Jednak już zdążył zaobserwować zmienność tej rzeczy za barierą. Spojrzał na swoją przyjaciółkę odzianą w ciepły płaszcz i przez chwilę przyglądał się jej włosom przypominającym tak upragnione uczucie ciepła, które podświadomie chciał Mitleid poczuć, od kiedy ją poznał. Były gęste jak pola za ścianą i delikatnie muskały jej tyłek, kiedy stała wyprostowana uśmiechając się w jego stronę tak wiele razy i mrugając tymi wielkimi, zielonymi oczami głębszymi od wszystkich studni w królestwie. Jej głowę przykrywały płatki śniegu tak samo delikatne i białe jak jej skóra. Dotknął znów ogonem „tablicy”.
 — Chciałbym zobaczyć, jaki jest śnieg, wiesz? — Napisał przez chwilę dając ponieść wodze fantazji.
 — Zimny i wilgotny…
 — Zimny?
Nie wiedział, że zimno jest tym, co czuł od urodzenia każdy demon. W świecie zagubionych dusz nie było ciepła. Z powodu braku kontrastu nie był w stanie sobie tego uświadomić.

     Przez kolejny rok znajomości dziewczyna mogła coraz rzadziej się spotykać z powodu swoich obowiązków. Wtedy Mitleid musiał zająć sobie jakieś zajęcie. Zaczął z początku tłumaczyć różne wiersze, które zapamiętał na swój język, a potem zapisywać je w różnych miejscach na świecie. Wyrył kilka na skałach, wydrążył w uschniętych drzewach i wypalił trochę więcej z nich w ziemi w różnych miejscach. Robił to, najpierw upewniając się, że nikt go nie zobaczy. Wiedział, że mógłby wtedy zostać rozszarpany przez resztę za swoją „ludzką propagandę” oraz emocjonalność. Pewnego ranka zauważył, że jego rogi są jakby mniejsze a ogon krótszy.
— Tylko ci się wydaje, Mitleid, tylko ci się wydaje… — powtarzał uporczywie, chcąc przekonać samego siebie w drodze na spotkanie z jego towarzyszką. Podczas tej drogi zauważył coś, co sprawiło, że zaczął biec, prawie że podskakując. Zaczął powoli ją dostrzegać, kiedy zbliżał się coraz bardziej. Nie zdążył zahamować i uderzył głową w „tablicę”, a dziewczyna się roześmiała. Był tak skupiony mimo bólu na ruchu jej warg, że był pewny, że to słyszy.
— Nie uwierzysz, co po drodze zobaczyłem! — napisał szybko i niedbale.
— Co takiego? — odpisała zaciekawiona dziewczyna, siadając na śniegu.
Otworzyła szeroko oczy, kiedy zobaczyła jego rysunek. Demon zobaczył po drodze kawałek normalnej ziemi z trawą, ale to nie wszystko. W tym samym miejscu wyrastała mała sadzonka drzewa, nie takiego jak zazwyczaj widywał, takiego jak u ludzi! A to wszystko obok miejsca, w którym po raz pierwszy zapisał jeden z wierszy, z którymi ona go zapoznała.

     Potem widywał coraz częściej takie anomalie. Nie miał jednak jak się dzielić tą informacją ze swoją jedyną znajomą. Była coraz bardziej zajęta. To pozwalało mu skupić się bardziej na pisaniu wierszy, już własnych, w różnych miejscach na swoim świecie. Z czasem pokusił się nawet o rysowanie.

     Kiedy był siedemnastolatkiem, w jego świecie zaczęły pojawiać się zwierzęta oraz zielona i piękna roślinność. Pokrywały stopniowo coraz większą przestrzeń jego świata, a bariera wydawała się jakby… bardziej przezroczysta? Chyba tak można to określić. Znajomi Mitleida też wydawali się tacy inni, tacy jakby… ludzcy. Nim się obejrzał w jego świecie nastała wojna domowa. Demony zaczęły walczyć ze sobą, ale nie dla rywalizacji jak zawsze. Te bardziej ludzkie zaczęły się bronić przed tymi bezlitosnymi i bez emocjonalnymi. Chłopak był tak zajęty obronę siebie i swoich nowo poznanych znajomych, że nie zwrócił nawet uwagi na to, że nie dało się już znaleźć obszaru w jego świecie bez ludzkich drzew, kwiatów i innych elementów wcześniej kojarzonych jedynie ze światem ludzi.

     Podczas jednej z walk w samoobronie zabił innego demona, który wykrwawił się i zginął w tej fioletowej kałuży. Sam odniósł delikatną ranę, przeciwnik przejechał paznokciami pod jego okiem. Nie wiedział, czy postąpił dobrze. Chciał spotkać się z nią, aby rozwiać swoje wątpliwości, aby usłyszeć słowa otuchy. Była tam. Jednak coś innego było tematem rozmowy.
 — Boże, co się stało? Czemu masz coś czerwonego pod okiem? Czy to krew?…
 — Tak, krwawię, nie wspominałem ci, ale demony krwawią na fiol… Czekaj,  co?!
Jego krew była czerwona. Jednak to nie wszystko.
 — Kiedy demony są ranne, to ich oczy zamieniają się na piwne? — szepnęła sama do siebie.
 — Co? Nie, nie, nie, o czym ty mówisz… — odbąknął, przyglądając się czerwonej barwie na swojej dłoni, którą otarł ranę.
Odpowiedział. Nie odpisał. Złapał się za głowę, ale nie wyczuł rogów. Ogon także nie uwierał go podczas siedzenia. Momentalnie wyrwał się ze swoich przemyśleń i dotknął bariery. Jego ręka przeniknęła przez nią, jakby przeszła przez strumień wody. Trzymał ją tam tak jeszcze przez chwilę w bezruchu. Czuł, jak wiatr delikatnie ją muska, jak rozlewa się po niej ciepło bijące od już letniego słońca. Kiedy dziewczyna wzięła się w garść i zrozumiała co się dzieje, złapała chłopaka i wciągnęła do siebie, a ten upadł na nią.

     Mitleid stał się człowiekiem. Przez parę minut siedział tak na niej, wpatrując się w jej oczy i próbując zrozumieć, co się dzieje. Tylko ona już miała zarys wytłumaczenia w swojej głowie, jednak coś utkwiło w jej gardle.
— Co się dzieje… — Chłopak się rozejrzał i zobaczył, jak za przejrzystą barierą ziemię w mgnieniu oka zaczęłą przykrywać zieleń, z której wyłaniają się różne zwierzęta. Coraz więcej istot pozbawionych już swoich demonicznych cech wizualnych i wewnętrznych przechodziło przez barierę i zagubione niektóre szły naprzód, niektóre klękały parę centymetrów za i opierały się o ziemię. Dziewczyna się roześmiała radośnie i wbiła spojrzenie w jego oczy.

— Masz jakieś imię? Nigdy nie pytałam!
— Hę?… Tak, tak… Mitleid. — odszepnął, przyglądając się temu całemu zdarzeniu.
— Mitleid? Wiesz, że to znaczy współczucie?

     W Mitleidzie od urodzenia siedziała żyjąca jeszcze część człowieka, jak się okazało. Jego pierwsze słowo było słowem ludzkim. Nie wiedział, bo skąd miał i wiedzieć? Dziewczyna nazywała się Versta. Zrozumienie. W ten sposób można by powiedzieć, że współczucie i zrozumienie zniszczyło zło tak głęboko zakorzenione w demonach.
— Co tu się właśnie stało? — powiedział, kładąc się obok na plecach. Było mu słabo. Nie wiedział, co się dzieje, nadal. Versta się domyślała.
— Pokazałeś im sztukę. Przekazywałeś wiersze oraz rysowałeś.
— Ale to przecież tylko słowa i pociągnięcia…
— Dobrze wiesz, że nie. To nie tylko słowa, to nie tylko kreski. To aż słowa i aż kreski. To właśnie dzięki sztuce nie jesteśmy demonami, to właśnie dzięki niej jesteśmy ludźmi.

 

 

Cześć! I dzięki za to czytelniku, że wytrwałeś aż do końca. Mam nadzieję, że ci się podobało. Muszę tutaj zaznaczyć, że sam pomysł na to opowiadanie (pierwotnie powieść) miałem od paru lat, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem animację Mike Inel „Draw With Me„. W końcu zebrałem się, aby to napisać. I serio, to świetne uczucie. Nigdy wcześniej nie pisałem tak krótkich tekstów, zawsze brałem się, za których powieści nigdy nie kończyłem. I nagle okazało się, że po skończeniu tekstu zawierającego tak mało słów czuję się tak szczęśliwy, jak bym skończył całe sześć tomów. Tak szczęśliwy, mniej zmęczony. Nie mogę się doczekać aż poczuję, jakie to uczucie skończyć powieść skoro to jest takie pełne spełnienia. 
Korzystając z okazji zapraszam Cię do:
Polajkowania mojego fanpage’a
Zaobserwowania instagrama
Zasubskrybowaniu YT na którym mój przyjaciel nagrywa ze mną podcasty.

Daj znać jak Ci się podobało!


8 myśli w temacie “Bariera (Krótkie opowiadanie)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.