Pisanie — momenty załamania, wypalenia i (pesymistycznych) przemyśleń.

Tworzenie rymuje się z wypalenie.

Nie ważne czy malujemy obrazy, komponujemy muzykę czy piszemy powieści, wiersze, opowiadania — każdy z nas kto tworzy przez jakiś czas ma moment wypalenia. Kto nie niech pierwszy rzuci kamieniem. Och, nikt nie rzucił? No właśnie. W moim przypadku jest tak z pisaniem. Każdy z nas, „artystów”, ma moment w którym siada do tworzenia, a kończy oglądając serial lub przewracające się kotki albo maszerującego psa w śniegu. A potem nagle kończymy, grając w coś ze znajomymi i budzimy się na piwie w pubie z przyjacielem, który nam stawia kolejny trunek i zastanawiamy się „Co. Się. Stało.”. Czy to jednak tylko ja?

 

Po co ja tak właściwie zacząłem pisać?

Bo chciałem coś tworzyć. Dokładniej świat dla siebie, potem dla innych. Bo mi to nie tak źle szło. Bo chciałem coś po sobie z czasem zostawić. Ale co najważniejsze, bo to kochałem i kocham nadal. To jedna i jedyna pasja która mi nie minęła z czasem lub nie straciła na sile. Co więcej, wzrasta z roku na rok.

Żyć żeby pisać, nie pisać żeby wyżyć.

Nigdy to nie było coś co robiłem z myślą że robię to żeby zarabiać. Jasne. Byłoby wspaniale móc się z tego utrzymać żebym mógł się skupić na pisaniu. Ale nie zawsze się udaje przecież. Może dlatego nie umiałem do tego nigdy podejść schematycznie, wpisać to w plener. Byłem chyba mistrzem wypalenia. Potrafiłem trzy miesiące spędzić tworząc codziennie, a potem kolejne trzy miesiące nie spoglądając nawet na „pióro”. Szedłem do ludzi, lgnąłem do nich jak głupi kiedy się wypaliłem z pisania. A potem siadałem na kolejne miesiące do tworzenia będąc wypalonym od ludzi.

„Sory, jestem chory”
„Źle się czuję”
„Mam zjebany dzień”
„Nie mogę”
„Muszę coś załatwić”
„Nie widziałem że dzwonisz”
Bo jak inaczej powiedzieć to osobie która cię nie zna? Marnowanie czasu który można spędzić na pisanie

 

Kreatywność rośnie stosunkowo do mroku.

A przynajmniej u mnie. Im gorzej się czuję, im bardziej mam dość, im więcej mam w sobie negatywnych emocji tym więcej piszę. Tak jakby te wszystkie emocje po jakimś czasie udaje mi się zapieczętować w słowach. Może dlatego mam problem z pozytywnymi zakończeniami i momentami muszę się do nich zmuszać jeśli widzę, że negatywne do tego nie pasuje. Kiedyś przeczytałem w, ekhm, internecie „What’s bad for your heart is good for your art”. I się tak strasznie z nim zgadzam. Łapałem się już na tym, że coś w zy iy się waliło a ja żartobliwie mówiłem „po tym to już zostanę najlepszym pisarzem”. Nie, nie zostałem. Przytoczę tu jeszcze parę słów kogoś kogo z pewnością znasz.

„Myślę, że pisanie nie jest życiem. Może być jednak powrotem do życia” S. King

Czyżby on też musiał się wyprać z negatywnych emocji aby mógł wrócić do ludzi? Nie wiem, nie wspomniał o tym w pamiętniku rzemieślnika. Ten cytat może nam jedynie pomóc postawić hipotezę na ten temat.

Pisanie, momenty wszechotaczającego bezsensu i pustki.

Serio. Osiem lat pisania. Spędziłbym tyle na nauce przez ten czas co na pisaniu to bym był największym „kujonem” w Polsce. Spędziłbym tyle czasu ucząc się grać na gitarze to bym mógł sobie jakieś grosze zarabiać na ulicy jako grajek. Spędziłbym tyle czasu na sport (a raczej bym go kontynuował po prostu) i już bym miał czarny pas w TKD albo jechałbym z klubem Kendo na zawody w Japonii. Spędziłbym… Wiecie do czego zmierzam. Powiedzcie o czymś takim to wszyscy w towarzystwie zrobią wielkie oczy i zaczną wyptytwac, mówić „wooow, co ty gadasz stary? Ale świetnie”. Powiesz o pisaniu to… Każdy z nas to przerabiał. A najcudowniejsi są ludzie którzy mówią osobie która poświęca życie żeby pisać jak najlepiej  „O, ja mam fajną wyobraźnię, też zostanę pisarzem i będę z tego żyć”. To takie łatwe. Kurwa, powodzenia życzę. W sensie serio życzę ale jak ktoś napisze pierwszą powieść w miesiąc idealnie nie mając o tym pojęcia i osiągnie sukces jak J.K.Rowling to mi chyba serduszko z zazdrości by pękło nie ważne jak bardzo byśmy tej osoby nie lubili. Przyznajmy się. Nie jest tak? Jesteśmy ludźmi.
A jak tam u was? Jakie myśli was najczęściej wtedy męczą?

Offtop offtopów. Oddałem właśnie pisząc to jednego z ostatnich papierosów komuś na ulicy i reszta fajek wpadła mi w kałuże. Karma to suka, hej.


Jedna myśl w temacie “Pisanie — momenty załamania, wypalenia i (pesymistycznych) przemyśleń.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.