Conworlding — ale co to jest?

Anglojęzyczna wikipedia bardzo ładnie nam wyjaśnia dany skrót. Conworlding to „World Constructing” czyli w skrócie tworzenie, konstruowanie świata. I uznałem, że fajnie o tym napisać, bo jeżeli ktoś zna to pojęcie to już zazwyczaj siedzi w tym bardzo głęboko. Nie zdarzyło mi się spotkać kogoś, kto po prostu wie co to jest, ale tylko tyle. A to zajęcie jest bardzo mocno zakorzenione wśród pisarzy, szczególnie tych fantasy, ale nie tylko.

Gdzie to się zaczyna?

Conworlding zaczyna się już nawet tam, gdzie myślicie „Jak nazwać to miasto?”. Powieść może się rozgrywać przecież w jakimś polskim mieście, ale może uważacie, że klimatycznie nie pasuje ani trochę. Może chcielibyście Nowy Jork, ale tam nie byliście nigdy, nie znacie tego miasta jak własną kieszeń i byście musieli co chwila sprawdzać jakieś mapy i tak dalej… Więc co robicie? Wymyślacie jakąś nazwę dla miasta i opieracie go na Nowym Jorku. Wtedy nie musicie się martwić, że ktoś wam wytknie podanie np. złego adresu, bo „to przecież zmyślone miasto”. Jeżeli tworzycie świat z elfami, krasnoludami to raczej ani to amerykańskie, ani to polskie miasto nie pasuje. Chyba że stworzycie świat na podstawie naszych czasów, ale z elfami i krasnoludami. To też conworld. Czyli gdziekolwiek coś nie zmieniacie, nie tworzycie czegoś nieistniejącego, co ma być tłem dla powieści (lub po prostu tworzycie dla własnej satysfakcji) zaczyna się, zazwyczaj nieświadoma, przygoda z conworldingiem.

Photo by Dariusz Sankowski

Mały?

Przykładem małego conworlda może być miasto, które tworzę na potrzeby swojej powieści, Veitany, którą mam zamiar wydać do końca tego okresu letniego. Cyk, szybka reklama, dziękuję, ale serio chcę ją tutaj opisać trochę, ponieważ nadaje się idealnie do tego pojęcia.

Potrzebowałem miasta. Miasta, nic więcej, po prostu miasta z charakterem, klimatem. Takim Łódzkim, wiecie. Brudne, zniszczone miasto. Problemem okazało się, że Łódź wcale taka nie jest w każdym miejscu. Co było większym problemem, jest taka w znacznej mniejszości. Więc stworzyłem Veitanę. Zaczęło się od nabazgrania mapki miasta z podziałem na dzielnice. Potem zaznaczałem najważniejsze miejsca i pisałem sobie ich historię, opis. Oczywiście Veitana musiała posiadać bardzo długą ulicę handlową. Opisałem co się na niej zazwyczaj dzieje, jacy ludzie tam spędzają czas, co można tam znaleźć. Potem opisałem mój najukochańszy pub jako własność jednej z kilku grup przestępczych. Zacząłem pisać o mieszkańcach miasta, jakie panują stereotypy, jakie mają własne święta, jakie władze miasta mają nastawienie do różnych rzeczy. Czy użyłem wszystkiego, co stworzyłem? Nie. Użyłem zdecydowanej mniejszości, ale dzięki temu bagażu dodatkowemu byłem w stanie pisać jak o mieście, w którym żyję, choć pod koniec projektu zaczęło przypominać zupełnie inne miejsce od Łodzi. I tak oto wsiąknąłem w to miejsce i zacząłem żałować, że istnieje tylko z tyłu mojej głowy, kiedy czasami się zamyślę. Pomyślcie sami ile powieści czytaliście, w których miasta lub kraje wydawały się nam tak dobrze znane, a nazwy temu zaprzeczały.

Photo by Brayden Law

Są też duże.

Powiedziałbym nawet, że bardzo duże. Czytaliście Władcę Pierścienia? Śródziemie to chyba najbardziej znany conworld na świecie. A te duże charakteryzują się tym, że to one najpierw są tworzone a dopiero potem fabuła. Tworzycie wielki świat, wiele krajów, państw nie tylko w jednym czasie, ale z całą historią. Tworzycie wydarzenia historyczne, mapy się zmieniają z roku na rok tego, co się dzieje, wasze szafki pękają od nadmiaru tego wszystkiego. Wtedy możecie sobie wybrać coś, co uważacie, że będzie ciekawe i umieścić tam bohaterów. I pozwolić im robić co chcą. Jeśli stworzyliście naprawdę świetny świat ze szczegółami to to się uda. Jednak czy to polega jedynie na tworzeniu średniowiecznego fantasy świata z elfami? Nie. Tutaj się zaczyna nasza przygoda. Tworzymy systemy religijne, ustroje polityczne, kulty, nurty w sztuce, tworzymy rewolucje i decydujemy o ich przebiegu, zamiast bohaterów tworzymy najpierw rasy istot, nowe zwierzęta, roślinność. A historię tego świata nie damy rady przedstawić za pomocą jednego bohatera. Bo on nie opowie o wszystkim, on nie pokaże wszystkiego, on będzie miał inne spojrzenie na jakieś sprawy niż mieszkaniec z drugiego końca kontynentu. Wspominałem o tworzeniu własnych języków? Tutaj liczy się świat, nie jednostka.

Śródziemie

To właśnie przez Śródziemie najbardziej conworld kojarzy nam się z fantasy, w którym są elfy, krasnoludy i tak dalej. Nie zapominajmy, że conworld to także tworzenie różnych układów planetarnych, koncepcji świata z płaską ziemią, świata w innym wymiarze. Ale właśnie…

Bardziej naukowo czy rule of cool?

I tutaj zaczyna się dość spora podziałka. Bo jedni tworząc kontynent, jego linie brzegowe, ustalając lokalizację gór czy rzek kierują się po prostu tym, że tak chcą, żeby tam było. A inni tworzą ruchy płyt tektonicznych i prądy morskie. Ustalają grawitację dla danego świata. Jedni w swojej powieści dodadzą karabin laserowy, który działa „bo tak” albo „bo magia”. A inni zaczną szperać odnośnie realnych projektów, jeśli nie zadziałały, bo np. nasz świat nie ma surowca, który by wytrzymał daną temperaturę, to tworzą taki surowiec. Oczywiście przesada w żadną ze stron nie ma sensu. Stuprocentowo naukowe podejście zabiera nam, tak przecież ważną w tworzeniu, swobodę a podejście „bo tak” tworzy zupełnie nierealny, pozbawiony sensu świat. Zasada „rule of cool’ to zasada, w której chodzi o to, że jeśli coś jest nawet zupełnie nierealne, to nikt się do tego nie doczepi, bo jest po prostu świetne. Tylko to naprawdę musi być świetne albo niezbyt oddalone od tego, co czytelnik już zna. Inaczej będzie śmieszne, dziecinne.

„Ale po co mi to?”

Dla samoświadomości i poszerzenia horyzontów. A tak poza tym to serio świadomość tego potrafi pomóc w budowaniu świata. Można znaleźć wiele grup, forum gdzie ludzie są w stanie doradzić, powiedzieć jak bez doświadczenia w photoshopie stworzyć własną mapę, czy dana rzecz by miała prawo działać. Ja sam tworząc trochę większe światy chciałem kierować się nie tylko „rule of cool” i przyznam, że dowiedziałem się w cholerę rzeczy o świecie. Poduczyłem się przede wszystkim z geografii, poznałem trochę różnych kultur, zapoznałem się z wieloma mitologiami i wkułem nawet trochę fizyki czy matmy. I dowiedziałem się jeszcze więcej o broni palnej i białej. Nie bójcie się zmieniać nazw miast, nie bójcie się tworzyć własnych ulic, nie bójcie się narysować własnego kontynentu czy całego układu planetarnego. Nie musicie opierać się zawsze na elfach i krasnoludach, nie musicie zawsze tworzyć w już stworzonym świecie. Stwórzcie własny.

Był to chyba najdłuższy post od czasów powstania bloga, a i tak wydaje mi się, że strasznie powierzchownie potraktowałem ten temat. Mam nadzieję jednak, że czytało się wam ten wpis ciekawie. Tymczasem chciałbym was zaprosić na swoje social media. Jeśli nie macie konta na Wordpressie a chcielibyście być na bieżąco i okazać mi wasze wsparcie, to wystarczy dać lajka na FP.

Fanpage Fajki i Okładki
Instagram
Youtube


2 myśli w temacie “Conworlding — ale co to jest?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.