O mnie

Przywitajmy się!

Cześć. Jakub Piróg to moje prawdziwe imię i nazwisko jednak staram się posługiwać nazwiskiem rodzinnym „Serafiński” stąd ta rozbieżność między moją prawdziwą tożsamością a adresem mail’owym. Zdecydowanie wolałbym Ci uścisnąć dłoń jednak internet na to, niestety, nie pozwala. Jestem uczniem liceum akademickiego w klasie o profilu humanistycznym i radzę sobie całkiem nieźle. Niestety nie wstawię tu skanu magistra ani niczego ponieważ nie wydają ich z kilkuletnim wyprzedzeniem.

Jak wyglądała moja dotychczasowa przygoda z pisaniem?

Zaczęło się oczywiście od czytania. Dziadkowie dość szybko nauczyli mnie zamieniać poskładane dla mnie losowo z początku „znaczki” w słowa a moja mama kupiła mi moją pierwszą książkę na wigilię jakoś w pierwszej klasie podstawówki. Zacząłem wtedy postrzegać treść między okładkami za szalenie ciekawą i chłonąłem kolejne coraz to grubsze lektury. Do końca szóstej klasy przeczytałem kilka książek „Pendragon”, wszystkie dzieła Paoliniego i kilka dzieł Carlosa Ruiz Zafóna (który zresztą do dziś jest moim ulubionym pisarzem a książka „Marina” to dla mnie absolut ideału) oraz różne inne pojedyncze lektury zupełnie ze sobą niezwiązane. Raz na jakiś czas dorywałem notatnik w laptopie lub fizyczny i pisałem różne krótkie historie. Brałem się też za teksty piosenek i wiersze ale… Człowiek do niektórych rzeczy po prostu powinien nie podchodzić. Kiedy moja siostra przeczytała swoje opowiadanie o Krwawej Merry uznałem, że może ja też zacznę tworzyć. I zacząłem. Od tamtego momentu minęło prawie osiem lat a ja w tym czasie poświęciłem godziny siedząc wlepiony w wyświetlacz telefonu/monitor komputera/zeszyt zamiast notować zadania z matematyki, zwiedzać Szkocję (nie zapomnę jak tylko czekałem aż wrócimy do pokoju hotelowego i będę mógł się skupić na pisaniu kolejnego tekstu) czy pójść na spacer do lasu na działce. Albo nie budziłem przyjaciela który u mnie zasnął bo akurat miałem chwilę żeby odpalić worda.

Czym zawsze się różniłem podczas pisania?

Spotkałem wiele osób które pisały. Jedne swoim stylem pisania mnie zachwycały a inne skłaniały do myśli „Nie jestem profesjonalistą i długo jeszcze nie będę, ale tutaj chyba naprawdę mogę pomóc…”. Jednak nie spotkałem jeszcze osoby która tak bardzo by łączyła swoje codzienne życie z pisaniem. Nie licząc tutaj oczywiście próby opisania w myślach wszystkiego co widzę dwadzieścia cztery na dobę, uczęszczania na kółko literackie, analizowania książek zdanie po zdaniu zamiast zwykłego czytania i chłonięcia kilogramów wiedzy. Mam na myśli tutaj fakt, że jeśli pisałem o broni palnej, to szedłem na strzelnicę i uczyłem się z niej strzelać, obsługiwać ją w gimnazjum. Kiedy chciałem napisać fantasy z udziałem koni zacząłem jeździć konno jakiś czas temu. W momencie kiedy chciałem lepiej zrozumieć samochody zwyczajnie wsiadłem za kółko w wieku szesnastu lat na jakiś pustych, polnych drogach z mamą która mi w wielu rzeczach pomogła zresztą. Opisy walk wręcz miałem z głowy, kilka lat różnych sztuk walki miałem za sobą. Żeby lepiej zrozumieć walkę mieczem zacząłem uczęszczać na jakiś czas na treningi japońskiej szermierki (Kendo, świetna dyscyplina swoją drogą). Mimo to zawsze myślałem „Nie wyjdę do ludzi, piszę tak jak każdy inny”. Ludzie mówili inaczej. Nie wierzyłem. Przejrzałem swoje stare teksty, przejrzałem różne blogi, zacząłem analizować i uznałem, że profesjonalistą jeszcze nie jestem, ale ten ósmy rok będzie rokiem kiedy się o mnie ludzie dowiedzą.

Ludzie w internecie też mają twarz, a to moja!